Autorka książki "Mediatorka" Ewa Zdunek: ludzie się zmieniają, a mnie niezmiennie to fascynuje i zastanawia [WYWIAD]

Z wykształcenia prawniczka. Z zawodu negocjator oraz mediator przy Sądzie Okręgowym w Warszawie. Z zamiłowania - pisarka. Dzięki najnowszej książce Ewy Zdunek "Mediatorka" możemy poznać tajniki tego fascynującego, lecz trudnego zawodu. "Z coraz większym dystansem podchodzę do kategorycznych sądów i uogólnień. Właśnie dzięki pisaniu" - przekonuje nasza rozmówczyni.

Łatwiej pomagać innym w rozwiązywaniu ich problemów niż zająć się tym, co uwiera nas we własnym życiu?

Oczywiście! Szewc bez butów chodzi i to powiedzenie sprawdza się w tej pracy, jak nigdzie. Cudze problemy obserwuje się z większej perspektywy, bo łatwiej się z nimi zmierzyć. To jest typowe zjawisko. Kiedy śledzimy losy bohaterów filmowych, zmagających się z przeciwnościami losu, łatwo ich krytykować, łatwo stwierdzić, że zbyt emocjonalnie reagują, postępują głupio lub nierozważnie. Gdy podobny problem dotyka nas osobiście, nasze subiektywne odczucie jest zupełnie inne. Sprawa staje się wówczas niezwykle trudna, skomplikowana i wyjątkowa. Mediatorów też to dotyczy, tym bardziej, że na co dzień stykamy się zawodowo wyłącznie z problemami. O własnych nie chcemy już myśleć. Ja często powtarzam, że nie zabieram pracy do domu.

Sądzi Pani, że wyzwania z jakimi mierzy się główna bohaterka Pani najnowszej powieści "Mediatorka" dotyczą większości współczesnych kobiet?

Starałam się wykreować postać realną, oparłam się zatem na własnych doświadczeniach zawodowych oraz sytuacjach prawdziwych, zaczerpniętych z rozmów z klientami. Wiele kobiet zmaga się z podobnymi problemami, z którymi mierzy się Marta. Konflikt z byłym partnerem, z rodzicami lub teściami, depresja wywołana zbyt dużą ilością kłopotów spiętrzonych w jednym czasie, wygórowane oczekiwania otoczenia, brak akceptacji ze strony najbliższych. To jest przedmiot większości rozmów podczas mediacji.

Myśli Pani, że kobietom żyje się dzisiaj łatwiej niż naszym matkom, babkom...?

Pod pewnymi względami z pewnością tak, ale istnieją obszary, gdzie nie jest to oczywiste. Wciąż obracamy się w świecie zdominowanym przez mężczyzn, którym więcej się wybacza. Dlatego, moim zdaniem, kobiety w bezpośrednim starciu z partnerem sięgają po argumenty, które oceniamy jako nieetyczne, niewłaściwe, raniące. W pierwszej kolejności warto przywołać twierdzenie, że kobieta zawsze jest rodzicem bardziej potrzebnym niż ojciec lub przekonanie, że skoro były partner tak szybko ułożył sobie życie z nową osobą, to nie traktował poprzedniego związku poważnie, czyli nie stanowi dobrego wzorca dla dziecka. Brzmi to absurdalnie, tymczasem w mojej pracy to chleb powszedni. Kobiety wciąż czują się niedowartościowane, podczas mediacji widać to najwyraźniej. Z drugiej strony ilość ograniczeń w porównaniu z tymi, z którymi walczyły nasze matki i babcie jest mniejsza. Czyli jest potencjał.

Jaka jest nasza największa siła?

Potencjał zawsze tkwi w różnorodności. Kobieta ma z założenia do zaoferowania coś innego niż mężczyzna. Rywalizowanie na tym samym polu, przy wykorzystaniu tych samych argumentów prowadzi często do spięcia. Kobiety i mężczyźni, którzy to zrozumieli, rzadziej się kłócą, częściej współpracują. Siła kobiet tkwi ponadto w tym, co zwykle uważa się za słabość, a mianowicie w emocjonalności. Wrażliwość to niedoceniana wartość, a tłumione emocje to bomba z opóźnionym zapłonem. Kobiety potrafią zrobić z jednego i z drugiego dobry użytek, pod tym względem są bardziej elastyczne niż mężczyźni.

A co Pani najbardziej pomaga w trudnych chwilach?

Przekonanie, że każde doświadczenie czemuś służy. Oraz, że wszystko przemija. I to, co dobre i to, co złe.

Jest Pani absolwentką studiów prawniczych na UKSW oraz studium podyplomowego na kierunku Przywództwo i Komunikacja Społeczna. Skąd pojawił się pomysł, aby zająć się literaturą?

Nie lubię niczego marnować, a ilość historii, które mnie przepełniały musiały wreszcie znaleźć swoje ujście. A tak na poważnie, to do napisania pierwszej książki nakłoniła mnie Małgosia Kosturkiewicz. To ona uznała, że niewiarygodne wręcz ale jakże prawdziwe ludzkie sprawy powinny ujrzeć światło dzienne. Jestem jej za to ogromnie wdzięczna. Wykształcenie pomaga mi dotrzeć do różnych środowisk, pracowałam więc w różnych miejscach, bo zawód mediatora to nie jest moja jedyna profesja. To dzięki temu mam tak wiele do opowiedzenia.

Rozumiem, że ta powieść ma też przybliżyć czytelnikom zawód mediatora. Mam wrażenie, że niewiele wiemy o jego niuansach...

Tak. Założenie było takie, aby przedstawić naszą pracę w "obrazkach". Nic tak nie przemawia do ludzkiej wyobraźni jak konkretny przykład. Zależało mi przy tym, aby pokazać również mediatorów od kuchni". My też jesteśmy ludźmi, mamy swoje problemy i zmartwienia, tymczasem w pracy nie możemy pozwolić sobie na przejaw słabości. Smutno mi, ponieważ dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak niewiele przeciętny Kowalski wie na temat tej profesji i samej mediacji. A szkoda, bo jedyny negatywny aspekt mediacji to taki, że trzeba za nią zapłacić.

W jednym z wywiadów powiedziała Pani: "Ludzie to niezwykle skomplikowane istoty, które nieustannie mnie zaskakują. Dzięki nim mam o czym pisać". Czy dzięki pisaniu udałoby się Pani trochę lepiej zrozumieć nas samych?

Stale czynię takie założenie, że dowiem się więcej i będę mądrzejsza, więc napiszę coś arcymądrego i coraz mocniej uświadamiam sobie, że wciąż uczę się czegoś nowego o sobie i o innych. Świat nieustannie się zmienia, ludzie się zmieniają, a mnie niezmiennie to fascynuje i zastanawia. Coraz ostrożniej więc stawiam tezy i wysnuwam wnioski. Z coraz większym dystansem podchodzę do kategorycznych sądów i uogólnień. Właśnie dzięki pisaniu.

Czytamy na końcu „ciąg dalszy nastąpi”. Kiedy możemy spodziewać się dalszych opowieści z życia Marty Kołodziej?

Druga część, zatytułowana "Lekarstwo na żal" już czeka na swoją premierę, prawdopodobnie pojawi się w księgarniach jeszcze w tym roku.

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane