Szczepionka na koronawirusa budzi wielkie nadzieje. Czy zatrzyma pandemię? Jak zorganizować szczepienia w Polsce? I czy będą bezpieczne?

Dorota Abramowicz
Dorota Abramowicz
Co ze szczepionką na koronawirusa? - Jesteśmy na etapie masowego i dość dużego badania klinicznego szczepionki na koronawirusa. Jednak ze względu na to, że w grupach ryzyka szkody wynikające z zetknięcia się z wirusem są duże, wyniki dotychczasowych badań mogą przeważyć szalę na rzecz podjęcia ryzyka, oczywiście przy dobrowolności szczepień. Uważam przy tym, że trzeba w sposób jawny i transparentny monitorować skutki uboczne.  Jest to dobra okazja dla rządu, by powołał niezależny, dość duży zespół ekspertów do spraw związanych ze szczepieniami. Powinni być to ludzie znający się zarówno na kwestiach inżynierskich, a także na epidemiologii, wirusologii, immunologii, informatyki medycznej. Jest jeszcze trochę czasu, by te zadania dobrze wykonać - uważa  dr Tadeusz Jędrzejczyk, specjalista zdrowia publicznego, były prezes Narodowego Funduszu Zdrowia, dyrektor Departamentu Zdrowia Urzędu Marszałkowskiego w Gdańsku.

Szczepionka na koronawirusa. Dr Tadeusz Jędrzejczyk o wynalezionej szczepionce

Ogłoszenie przez firmy Pfizer i BioNTech o stworzeniu w 90 procentach skutecznej szczepionki na koronawirusa, wzbudziło ogromne nadzieje. Czy marzenia o szybkim zatrzymaniu pandemii są realne?
Jest to potencjalnie dobra wiadomość, ale należy do niej podchodzić z ostrożnym optymizmem, bo mamy nadal jesteśmy na etapie badań klinicznych. Obserwowana skuteczność jest wystarczająca, żeby używać tej szczepionki. Natomiast na przeszkodzie stoi kilka elementów. Przede wszystkim od strony technicznej mamy problem z jej przechowywaniem w bardzo niskich temperaturach, sięgających co najmniej minus 70 st C. Wymaga to przechowywania w ciekłym azocie.

Czy takie warunki przechowywania będzie można zapewnić w każdej przychodni?
Oczywiście, że nie - niewiele odpowiednich urządzeń jest obecnie w szpitalach i przychodniach. Mamy do czynienia z dużym wyzwaniem, także dlatego, że czasu jest mało. Zapewnienie tak niskiej temperatury wymaga dość dużych nakładów finansowych, ale problem jest do przeskoczenia. Wiemy już, że szczepionka jest na tyle stabilna, że przez jakiś, niestety niezbyt długi czas, będzie można ją trzymać w temperaturze minus 20 st. C. Takie warunki można zapewnić w przynajmniej części podmiotów, słyszałem też o samochodach chłodniach i sieci lokalnych magazynów. Jednak, tak czy inaczej, jest to do przeskoczenia, choć zarazem dość drogie.

Jak to powinno zostać zorganizowane? Czy samochody-chłodnie ze szczepionkami będą jeździć po wsiach i miastach w całej Polsce?
Można sobie wyobrazić kilka metod, chociażby na zasadzie organizacji lokalnych punktów szczepień, do których osoby z okolicy będą musiały dotrzeć. "Szczepionkobusy" jeżdżące od miasteczka do miasteczka też byłyby jakimś wariantem do rozważenia. Wymagałoby to pewnej logistyki. Natomiast wybudowanie setek magazynów do przechowywania szczepionek jest mało realne. Łatwiej będzie wybudować jeden-dwa takie magazyny na województwo i dostarczać szczepionki na bieżąco do punktów szczepień.

Czy wiadomo, jak długo szczepionka będzie chronić nas przed zakażeniem?
Tego też nie wiemy i właściwie w tym momencie nie mamy się jak tego dowiedzieć. Obserwacja długotrwałości ochrony jest bardzo krótka. To powinno nieco studzić euforię.

Wiemy, że niektóre szczepionki dają nam ochronę na rok, kilka lat, inne praktycznie na całe życie. Jak będzie w tym przypadku - jeszcze nie wiadomo. Zwłaszcza, że wirus, jakkolwiek wolniej niż w przypadku grypy, to jednak cały czas mutuje.

Polska ma dostać 20 milionów dawek szczepionki na koronawirusa. Teoretycznie oznacza to, że ochronę otrzyma nawet więcej, niż połowa mieszkańców.
Szczepienie należy powtórzyć dwa razy, więc mówimy o 10 milionach osób. W tym momencie pojawić się muszą pytania - kogo i jak kwalifikować do szczepienia? Jak dobrać grupę docelową, by szczepionka pomogła nam opanować pandemię?

Nie mają to być głównie pracownicy ochrony zdrowia i osoby starsze?

Ochrona powinna obejmować nie tylko pracowników medycznych, ale także niezależnie od wieku osoby, pracujące dużo z innymi ludźmi. Mówimy o pracownikach handlu i usług, konduktorach, pracownikach socjalnych, urzędnikach mających częsty kontakt z interesantami, czyli osobach, które mają szansę się zarazić i sami mogą zarażać. Do grupy tej jak najbardziej należy zaliczyć choćby dziennikarzy. Priorytetem są oczywiście także ludzie starsi i z grup ryzyka.

Nie wyobrażam sobie, że kwalifikacja będzie prowadzona bez udziału lekarzy rodzinnych i lekarzy medycyny pracy. Potrzebne będzie wsparcie sanepidu i szpitali.

Czy szczepienie powinno być obowiązkowe?
Z doniesień dotyczących szczepionki wynika, że u osób testujących ją pojawiły się dość powszechne i odczuwalne, aczkolwiek lekkie, objawy uboczne. Trudno wobec tego wyobrazić sobie inną metodę niż dobrowolność szczepień.

Mówi się, że nawet 80 proc. populacji przechodzi zakażenie SARS-CoV-2 bezobjawowo. Część z nich nawet nie wie, że zetknęła się z wirusem. Co, jeśli zdecydują się na szczepienie?
Rodzi się pytanie, czy nie nadszedł już czas, by w grupach docelowych sprawdzać odporność osób, które mogły już nabyć przeciwciała. Wiemy, że ich ochrona nie jest stuprocentowa, ale doniesienia na temat możliwości uniknięcia powtórnego zachorowania są optymistyczne. Badanie poziomu przeciwciał pozwoli przynajmniej część tej grupy wyeliminować i zaoszczędzić w ten sposób szczepionki dla kolejnych osób. Inny problem jest taki, że nie mamy żadnego rejestru osób zakażonych i część szczepionek może trafić do ludzi, którzy przebyli zakażenie i są już odporni. Wobec ograniczonej liczby szczepionek należy oczywiście unikać wyszczepiania w tej grupie.

Czy zaszczepienie osoby mającej przeciwciała nie będzie dla niej groźne?
Może podnieść poziom jej odporności. Jednak nadal mało wiemy, więc manipulowanie z układem odpornościowym trzeba robić bardzo ostrożnie. Dlatego właśnie, zanim dopuszcza się szczepionki do powszechnego użycia, prowadzi się kilka lat badania i obserwuje się stan ochotników, biorących udział w badaniach. Dobra wiadomość jest taka, że lata doświadczeń z różnymi szczepionkami prowadzą do wniosku, że jest to generalnie skuteczna i bezpieczna procedura.

Rozmawiałam z zakaźnikami, którzy przekonywali, że o bezpiecznej szczepionce można mówić dopiero po trzech latach badań. Tu mamy do czynienia z kilkoma miesiącami prób. Czy nie ma ryzyka pojawienia się późnych skutków ubocznych?
Trzeba powiedzieć, że jesteśmy na etapie masowego i dość dużego badania klinicznego tej szczepionki. Jednak ze względu, że w grupach ryzyka szkody wynikające z zetknięcia się z wirusem są duże, wyniki dotychczasowych badań mogą przeważyć szalę na rzecz podjęcia ryzyka, oczywiście przy dobrowolności szczepień.

Uważam przy tym, że trzeba w sposób jawny i transparentny monitorować skutki uboczne.  Jest to dobra okazja dla rządu, by powołał niezależny, dość duży zespół ekspertów do spraw związanych ze szczepieniami. Powinni być to ludzie znający się zarówno na kwestiach inżynierskich, a także na epidemiologii, wirusologii, immunologii, informatyki medycznej. Jest jeszcze trochę czasu, by te zadania dobrze wykonać.

Zaszczepienie nawet 10 milionów ludzi w krótkim czasie może być wyzwaniem.
Nikt nie obiecuje, że cała partia szczepionek dla Polski przyjedzie 5 stycznia 2021 r. w dwóch kontenerowcach. Dostawy będą spływać do nas partiami, więc potrwa to wiele miesięcy. Najważniejsze jest, by z wyprzedzeniem stworzyć dobry plan wdrażający program szczepień. Mam nadzieję, że uda się to zrobić.

Jaka wyszczepialność daje szansę na odporność zbiorową?

Współczynnik reprodukcji koronawirusa wynosi od 2,5 do 3,5. Z tego wynika, że aby zapobiec epidemii (ale już nie zachorowaniom), należałoby zaszczepić 60 proc. populacji. Byłaby to dość przyzwoita ochrona, by zapobiec niekontrolowanej epidemii.

W Polsce żyje prawie 38 milionów ludzi. Zapowiadane zaszczepienie 10 milionów nie da tej ochrony?
Trzeba wziąć pod uwagę, że już ok. 10 proc Polaków miało kontakt z wirusem. Do czasu rozpoczęcia szczepień może to być już 20 procent, a jeśli nie uzyskamy przewidywanego spadku zachorowań, ten odsetek może być nawet większy. Nie będzie to jednak jeszcze odporność populacyjna.

Czyli nie możemy marzyć o swobodnych podróżach podczas przyszłorocznych wakacji, dużych weselach, masowych koncertach i spontanicznych spotkaniach z przyjaciółmi?
Jest nadzieja, że przyszłoroczne lato będzie bardziej normalne, niż to, co jest dzisiaj. Jednak po złożeniu wszystkich elementów razem widzimy, że nie ma szans na wyeliminowanie wirusa do zera. Te zakażenia będą rzadsze, ale będą. Poza zdefiniowanymi grupami ryzyka mamy ukrytą, mniejszą od zdefiniowanej, grupę ryzyka. Są to osoby, które nie mają ciężkich chorób współistniejących, przechodzące zakażenie bardzo ciężko. Zakładając, że uda się zaszczepić grupy ryzyka, nadal będziemy obserwować także fatalne skutki COVID-19.

Po co nam Polski Ład?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie