Kryminalny Świebodzin. "Zabójstwo" kobiety pod płaszczem, która wraz z nim... zniknęła i odcięty palec cichego kochanka - mordercy

OPRAC.: red.
W ostatnim ćwierćwieczu XX wieku świebodzińska prokuratura mieściła się w budynku przy ul. Wałowej
W ostatnim ćwierćwieczu XX wieku świebodzińska prokuratura mieściła się w budynku przy ul. Wałowej Wiesław Zdanowicz
W 1995 roku dziennikarz tygodnika Dzień po dniu zwrócił się do długoletniego prokuratora rejonowego w Świebodzinie, a jednocześnie znakomitego prawnika, Jerzego Sapoty, o przypomnienie najbardziej nietypowych lub dramatycznych wydarzeń, które rozegrały się w powojennym Świebodzinie lub w jego okolicach. Trzeba wiedzieć, że prokurator Sapota potrafił ze swadą i ciekawie opowiadać o kryminalnych sekretach przeszłości. A że było ich wiele, na dobry początek wybraliśmy dwa.

Pomyłka staruszki

Przed bardzo wielu laty szefowie wszystkich organów ścigania w Świebodzinie zostali zaalarmowani zawiadomieniem o zabójstwie, jakie miało mieć miejsce za przejazdem kolejowym w miejscowości Bucze (gm. Lubrza). Sprawę potraktowano nadzwyczaj poważnie. Natychmiast wyjechały na miejsce zdarzenia służbowe samochody. W jednym z nich prokurator, w drugim szef milicji, w trzecim lekarz sądowy, w innym milicyjny technik itp.
Ku zdumieniu wszystkich we wskazanym miejscu nie znaleziono nie tylko śladów, ale i ofiary.

Po przeprowadzeniu dochodzenia okazało się, że powiadamiająca o przestępstwie staruszka, przechodząc po drodze do domu, natknęła się w ustronnym miejscu na rozłożony płaszcz, pod którym dojrzała dwie nagie, damskie nogi. Skromnej kobiecie nie mogło pomieścić się w głowie, że pod płaszczem mogło dojść do wszystkiego, tylko - nie do zabójstwa. Nic więc dziwnego, że nikogo nie znaleziono: frywolna para szybko zniknęła.

Krwawy romans

Równie wiele lat temu w peryferyjnym osiedlu domków jednorodzinnych w Świebodzinie ujawniono zabójstwo. Ofiarą był żonaty mężczyzna, którego w składzie złomu śmiertelnie ugodzono ciężarkiem. Na miejscu zdarzenia milicja znalazła kartkę, której treść sugerowała zemstę. Zakrojone na szeroką skalę śledztwo nie naprowadziło ekipy śledczej na ślad przestępcy. Wszystkie tropy prowadziły donikąd.

Po pogrzebie zrozpaczona rodzina zdecydowała się pozbierać z miejsca zgonu wszystko, co mogło mieć związek z ofiarą. Uznała, że nie może pozostawić nawet drobiny krwi zastygłej w ziemi. Tak też się stało. Podczas dokładnej penetracji miejsca znaleziono... pół paznokcia. Był to ważny ślad. Wszyscy byli bowiem przekonani, że tragicznie zmarły miał paznokcie jak najbardziej w porządku. Nie zachowali jednak należytej dyskrecji i głośno rozpowiedzieli nowinę.

Zabójca nieoczekiwanie wydał się sam. W pewnym momencie dostrzeżono, że sąsiad ma... ucięty palec. To odkrycie naprowadziło na ślad sprawcy. Przesłuchany przyznał, że chcąc zatrzeć ślady wolał dokonać samookaleczenia, niż okazać palec bez paznokcia. Wyjaśnił również, że przyczyną zabójstwa był jego romans z... żoną zamordowanego.

Oboje kochanków zbroczonych krwią denata skazano. Zabójca otrzymał początkowo wyrok śmierci, zamieniony później na dożywotnie więzienie. Zmiany kodeksowe po jakimś czasie złagodziły i ten wymiar. Po kilkunastu latach za kratkami, zabójca wyszedł na wolność.

W tamtych latach zdarzały się też sytuacje (nie)kryminalnej natury, ale mrożące krew w żyłach, na szczęście, kończące się optymistycznie. Oto jedna z nich:

W smole po szyję

W sierpniu 1999 roku godziny grozy przeżył pewien 24-letni wówczas mieszkaniec Świebodzina. Przechodząc w okolicach miejscowego dworca PKP mężczyzna wpadł do nie oznakowanego i nie zabezpieczonego zbiornika naziemnego ze smołą. Po niemal godzinnym rozpaczliwym wołaniu o pomoc, nieszczęśnika usłyszeli przygodni przechodnie, którzy zaalarmowali miejscową straż pożarną. Przybyli na miejsce zdarzenia ratownicy ujrzeli z przerażeniem w gęstej mazi zanurzonego po samą brodę człowieka.

Wydobyty na powierzchnię pechowiec skarżył się na ból nadgarstków, gdyż zastygająca w wieczornym chłodzie smoła szczelnie oblepiała jego ciało, nie chcąc wypuścić go ze swoich ssawek. Po zdjęciu ubrania ratownicy wytarli mężczyznę szmatami nasączonymi ropą i dopiero wówczas został umieszczony w karetce pogotowia ratunkowego i odwieziony do szpitala.

Z tak dramatycznym zdarzeniem miejscowi strażacy mieli do czynienia po raz pierwszy. Skuteczna akcja dowodziła wysokiej już wtedy specjalizacji jednostek straży, które są niezastąpione w wielu nietypowych akcjach ratowania życia i mienia.

Państwowa Inspekcja Pracy skontrolowała małe budowy.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie